Nowe matryce miłości

Tata w moim życiu był obecny przez większość okresu dorastania, ale tylko ciałem. Duchem był dla mnie całkowicie niedostępny i ten brak męskiego wzorca odbił się na moim sposobie postrzegania siebie i tym w jaki sposób podchodziłam do relacji z mężczyznami. Kim dla kobiety jest ojciec? Pierwszym i najważniejszym mężczyzną, w którego lustrze ona odbija się i kształtuje się przez to jej poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa. Ojciec wpływa na to, jak dziewczyna czuje się w świecie. Pierwsza zasada wychowania mówi, że nie ma żadnego wychowania. Gadanie, umoralnianie, krytykowanie, oczekiwania – to wszystko można sobie jako rodzic wsadzić w tyłek, jeżeli samemu jest się kiepskim wzorcem. Postawa, obecność i czyny są ważniejsze niż słowa. Stosunek rodziców do siebie samych i do siebie nawzajem zapisuje w dziecku wzorce, które w dorosłym życiu na pewno nie przejdą niezauważone.

Ponad dwa ostatnie lata mojego życia to praca nad tym, by odkryć siebie prawdziwą i wolną od wpływu przykrych doświadczeń. To nie jest jednorazowy akt przemiany, tylko bardzo stopniowy, pełen wzlotów i upadków proces burzenia w swojej głowie tego co stare i tworzenia przestrzeni pod nowy sposób odbierania rzeczywistości. Staram się i zależy mi, by w tym procesie dojść do tak zwanej „Unii w sobie” a ja moje Wyższe Ja klepie mnie po pleckach, zapewniając, że jestem na dobrej drodze. 😉 Unia w sobie to stan wewnętrznej spójności i harmonii, w której nie ma dualizmu. Nie ma rozłamu na to co duchowe i na to co ziemskie. Jest zaufanie, spokój, akceptacja i poczucie spełnienia na wszystkich płaszczyznach ludzkiej egzystencji. Uruchamia się wówczas moc kreacji, którą każdy z nas ma w sobie, o ile połączy się ze swoją Intuicją/Wyższym Ja i pozwoli się temu poprowadzić.

Wybrałam sobie temat na Dzień Ojca, ponieważ uważam, że relacja ojca z dzieckiem jest niezaprzeczalnym fundamentem jego rozwoju emocjonalnego. Ojcostwo jest ważne. Jest kluczowe i potrzebne. Dla synów i dla córek tak samo. Świat potrzebuje z powrotem przebudzonej, świadomej i autentycznej męskości, która będzie wychowywać przyszłe pokolenia dzieci szczęśliwych, kochanych, akceptowanych i wspieranych takimi jakimi są. Z entuzjazmem obserwuję stopniowo rosnącą świadomość wśród mężczyzn, którzy wyznaczają nowy kierunek rodzicielstwa. To idzie im lepiej niż powrót do pierwotnego, otwartego na swobodny przepływ partnerstwa w relacji damsko-męskiej, ale wszystko w swoim czasie. Małe kroki, ale systematyczne. Trzeba docenić każdą najmniejszą zmianę, która zaczyna się od wewnętrznej decyzji pojedynczej jednostki i jej siły, by iść pod prąd. Wszystko po kolei przebudzi się w Erze Wodnika i w pewnym momencie te odważne, świadome jednostki wytworzą nurt, który porwie nawet najbardziej opornych. Najpierw wezmą Cię za dziwaka, potem za szaleńca a na końcu pójdą razem z Tobą, bo będą chcieli mieć tak fajnie jak Ty. Mamy na te zmiany przynajmniej 2000 lat. 🙂

Zmiana jest widoczna i coraz częściej można spotkać zaangażowanego i świadomego tatę, który doświadcza swojej roli jako największej i najpiękniejszej życiowej przygody. Osobiście nie mam problemu z tym, by takim proaktywnie nastawionym mężczyznom nadmuchać trochę balonik samozadowolenia pochwałami. Każdy lubi być chwalony. To nie jest jeszcze całkowity kulturowy standard, dlatego warto wspierać, chwalić, doceniać każdego, który ma odwagę w działaniu i przeciwstawianiu się tradycyjnie pojmowanemu postrzeganiu ról płciowych, społecznym stereotypom i szkodliwym wzorcom wyniesionym z poprzednich pokoleń. Każdego kto daje od siebie więcej i nie czeka aż to rzeczywistość dostosuje się do niego. Każdego, który sam tworzy nową rzeczywistość i nowe matryce miłości. Czułą męskość, która swoją siłę czerpie ze świadomości, samoakceptacji i zdrowej miłości do samego siebie. Męskość, która honoruje i rozumie też kobiecość, więc jest dla niej partnerem, przyjacielem oraz obrońcą a nie źródłem przemocowych nadużyć i kontroli.

Co ma do tego wszystkiego patriarchat? Ano ma sporo. Patriarchat jest przyczynkiem ogromu zła i cierpienia jaki obserwujemy na świecie. Era Ryb to czas kultu EGO, czyli ja. Czas skrajności, a żadna skrajność nie jest dobra. Patriarchat jest jednym z głównych filarów starego systemu, opartego na dualizmie, przemocy, walkach o władzę. Patriarchat zburzył naturalny porządek i skrzywdził wszystkich, ale najbardziej samych mężczyzn, z czego oni w większości nawet sami jeszcze nie zdają sobie sprawy, bo nie mają świadomości co przez to stracili. Pozycja mężczyzn w patriarchalnym świecie jest niewątpliwie uprzywilejowana i na swój sposób wygodna. Wmówiono im, że mają władzę nad słabszymi i że należy im się więcej niż innym. Niemniej jednak nie dostrzegają co na tym stracili i że patriarchalny świat traktuje ich jak gorszych i głupszych ludzi, którzy bez przerwy poddawani są presji, że mają sobie i innym coś udowadniać, rywalizować o wpływy i „trzymać bat” nad innymi. 

Co śmieszne, zaczęło się całkiem niewinnie i nawet dobrze, ale z biegiem lat charakterystyczne cechy męskiej energii zostały przerysowane i wyeskalowane do granic absurdu. Ostatnie 2000 lat to era cienia męskości, który musiał aktywować cień kobiecości, żeby te mogły przetrwać. Kobiety zamiast robić to, co dla nas naturalne, czyli kochać i szanować mężczyzn w pełni otwartej przestrzeni serca i emocjonalnej, delikatnej prawdzie swej duchowej natury, musiały nauczyć się przed nimi bronić, zamykając to serce z lęku przed zranieniem i odrzuceniem. Kobiety straciły do mężczyzn szacunek i zaufanie, bo ci swoją siłę zaczęli obracać przeciwko nim, żeby zdobyć dominację i podporządkowanie. Jedni i drudzy okopali się murem obronnym w obawie przed tymi drugimi. Człowiek nie jest jednowymiarowy i tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. Zrodziły się dwie skrajności, które zrujnowały relacje damsko-męskie. Głęboka tęsknota za miłością większości z nas to tęsknota za naturalnym porządkiem równowagi, to głos duszy, który wie jak może być i co jest możliwe, dlatego żarliwie wzywa do przebudzenia i przywrócenia światu męskości i kobiecości w ich autentycznym, harmonijnym wydaniu. 

Zarówno współcześni mężczyźni jak i kobiety są tego świadomi, że wychowały nas pokolenia ludzi pogubionych i skrzywdzonych. Coraz częściej słychać społecznie głosy, które wołają o zmianę i uwolnienie z traumatyzujących wzorców. Ludzie budzą się i mówią głośno o swoich historiach, bo żeby mogło się cokolwiek zmienić to trzeba nazywać złe rzeczy po imieniu w przestrzeni publicznej. Jeżeli ktoś mieszkał całe życie w małej, wiejskiej społeczności, w której w każdym domu był alkoholizm i przemoc wobec dzieci to jego umysł jest tak zaprogramowany, że nie umie sobie wyobrazić, że gdzieś indziej są ludzie, którzy alkohol piją okazjonalnie albo wcale i nie stosują żadnej przemocy. Kobieta, która wychowała się w rodzinie, gdzie bił swoją żonę i córkę jej pradziadek, dziadek i ojciec nie ma świadomości, że może wybrać mężczyznę, który nie bije. Bo nie wierzy, że tacy istnieją. Dlatego warto głośno mówić o tym, co jest złe, niesprawiedliwe i krzywdzące. Warto budzić świadomość, że cokolwiek dzieje się złego, to ma się prawo do zmienić bez poczucia winy.

Mężczyźni od wieków są wtłaczani w społeczne i kulturowe schematy, które odbierają im godność, szacunek, prawo do miłości i emocjonalnego zaplecza swojego istnienia. Wciska się im do głowy przemoc, kontrolę i władzę jako nieodzowne atrybuty męstwa. Dają przyzwolenie na uwłaczanie kobiecości i budują tym fałszywy obraz rzekomej przewagi. Setki lat szkodliwego postrzegania męskości dały nam całe pokolenia mężczyzn nieradzących sobie z własnymi emocjami, bojących się bliskości, uciekających w nałogi, uciekających od odpowiedzialności i stosujących przemoc w rodzinach, żeby zaznaczyć swą pozycję, bo nie umieją inaczej. Emocjonalnie niedostępnych, ale w głębi serca przecież pragnących prawdziwego, czułego połączenia z kobietą, która staje się przewodniczką w drodze do ich serca. To nie jest prawda o Was, drodzy panowie. Toksyczna męskość to nie jesteście prawdziwi Wy, tylko społeczno-kulturowo-historyczny program, który trzeba, mówiąc praktycznie, przeprogramować. Te wzorce zrujnowały instytucję małżeństwa czyniąc z niej coś co bliższe jest więzieniu i transakcji handlowej niż domu, który daje przestrzeń pod uwolnienie najpiękniejszego potencjału głębokiej, intymnej miłości kobiety i mężczyzny. Seksualność zamieniły w pornograficzną karykaturę skupiającą się na przerysowanej fizyczności i chwilowej przyjemności, na wyścigach zorientowanych na cel a nie na wspólne doświadczanie, zapominając przy tym, że energia seksualna jest najpotężniejszą energią twórczego działania i służy temu, by poprzez intymne, emocjonalne spełnienie obojgu kochankom pozwolić realizować ich marzenia i cele. Ma budzić siły witalne ciała, napędzać ducha, uruchamiać pokłady kreatywności i determinacji, eksplorować niewyczerpaną przyjemność życia, ale żeby seks mógł przenieść kochanków na wyższy poziom doświadczania ziemskiej egzystencji musi być postrzegany jako taniec dawania i brania, w którym partnerzy wypełniają przestrzeń miłością, otwartością, szacunkiem, akceptacją, wolnością i zaufaniem dla swojej relacji. Przestrzeń i bliskość w równowadze bez zgniłych kompromisów.

Nie do tego zostaliśmy stworzeni, żeby żyć w układzie kat i ofiara. Nikt nie jest w swej naturze z gruntu przemocowy czy wręcz odwrotnie, bezbronny i podległy. Kobiety i mężczyźni zostali stworzeni do życia w harmonii, przyjaźni, współpracy i partnerstwie. Do równości z poszanowaniem odmienności. Era Ryb zdominowana brutalnie przez patriarchalne wzorce, walkę o wpływy i władzę oraz wszelkiej maści konflikty ugruntowała jeszcze jedną istotną i niesamowicie szkodliwą rzecz, mianowicie dualizm. Najprościej mówiąc, rozłam serca i rozumu. Wszystko musi być zaszufladkowane na czarne i białe, każda jedna rzecz musi mieć swoje przeciwieństwo. Przeskakiwanie od skrajności do skrajności, tendencja do popadania w przesadę i brak optymalnego balansu. Przekonanie, że to co duchowe nie może iść w parze z tym co ziemskie. Jedna definicja męskości vs. jedna definicja kobiecości. Coś zawsze trzeba odrzucić, żeby zyskać aprobatę innych. 

Pełnia człowieka przejawia się poprzez jego wewnętrzną spójność, czyli harmonijny balans męskiej i żeńskiej energii w sobie. Uduchowienie i uziemienie, które daje człowiekowi rozszerzoną perspektywę i umiejętne wykorzystywanie analitycznego, logicznego umysłu we współpracy z intuicyjną, duchową mądrością ukrytą w głębi każdego z nas. Yin i yang, kobiecość i męskość, światło i cień. Jedno nie może w pełni funkcjonować bez drugiego. Jedno drugiemu daje więcej niż mógłby sam. Kto czyta ze zrozumieniem, ten zauważy, że ani słowem nigdzie nie wspominam o statusie materialnym, wadach i zaletach różnych charakterów i osobowości. Chodzi mi wyłącznie o postawę względem drugiego człowieka, która jest otwarta, pełna akceptacji, szacunku i gotowości do pogłębionej, wspólnej pracy nad związkiem, by uczucie rozkwitało i wydobywało z obojga światło a nie cień. Nie ma w tej relacji manipulacji, nie ma chęci kontrolowania i wymuszania czegokolwiek. W relacjach spod znaku Ery Wodnika ludzie są ze sobą, bo pragną ze sobą być i są zakochani. Są wolni w stanowieniu o sobie, nie przywiązuje ich do siebie na wieczną pokutę emocjonalna współzależność, kredyt ani nawet dzieci. Biorą pełną odpowiedzialność za rozwój siebie w relacji, co przekłada się na jakość ich wspólnego życia jako para i miłość, która może przetrwać każdą burzę. I teraz elegancko wjechałby tu koronny argument sporej części mężczyzn… 

– Ale przecież nie ma takich kobiet! Kobietom nie zależy, bo ja na takie nie trafiam! Kobiety są złe i niedobre! Odrzucają, manipulują, zdradzają, wykorzystują i lecą tylko na kasę! I wybierają „bad boyów!” 😉

Więc co może dać Ci mężczyzno duchowe przebudzenie? Da Ci coś bardzo ważnego i najcenniejszego. Akceptację samego siebie i uzdrowienie poczucia własnej wartości. Bo patriarchat znacznie je mężczyznom zabrał, wciskając toksyczne wzorce despotów, mizoginów, dyktatorów, Piotrusiów Panów, wizerunek macho, aktora porno albo samca alfa. Wcisnął kompleksy i poczucie bycia niewystarczająco dobrym, bo sam przyznaj, ile to społecznie akceptowanych norm musisz spełnić, żeby móc być „prawdziwym mężczyznom?’ Z ilu fajnych i całkiem przyjemnych, ciekawych doświadczeń rezygnujesz, bo są uważane za „niemęskie”? Jeżeli przepracujesz stare schematy i zrozumiesz kim jesteś to automatycznie przestaniesz przyciągać „lekcje” a zaczniesz dostrzegać „prezenty” od losu. Wszechświat daje zawsze odpowiedź na nasze wewnętrzne przekonania o sobie. Zaczniesz zatem nareszcie dostrzegać te kobiety, które z Tobą rezonują wibracyjnie i chcą tego samego, co Ty. Zyskasz szósty zmysł, który pozwoli Ci łatwo i szerokim łukiem omijać przypadki z powyższego argumentu, bo będziesz umiał rozpoznać kto kocha i pragnie Ciebie takim jakim jesteś a kto jest z Tobą z powodu tego, co posiadasz lub chce Cię wykorzystać. Nie ufasz własnym emocjom i intuicji, bo jako małemu chłopcu zabroniono Ci płakać, okazywać słabości i ignorowano Twoją potrzebę bezpiecznego przywiązania,  czułości oraz bliskości. Tu nie ma utopionych kosztów. Na pewno nic nie stracisz, możesz jedynie zyskać na zaufaniu i miłości do samego siebie, co przełoży się na jakość relacji z kobietami i Twoje ogóle zadowolenie z życia, w którym będziesz dobrze czuł się sam ze sobą. Świadomy mężczyzna zawsze wybiera świadomą kobietę a świadoma kobieta wybiera wyłącznie świadomego mężczyznę na partnera. Samemu reprezentując tę jakość nie ma żadnej możliwości, by zgodzić się na coś mniejszego. Mężczyzna przebudzony i świadomy swej boskiej mocy jest ogromnym skarbem dla tego świata i żeńskiej energii, która przy nim rozkwita i wydobywa swoje najpiękniejsze światło. W swobodnym przepływie tej cudownej energii między dwojgiem serc sam staje się najlepszą wersją siebie i otrzymuje więcej od życia niż kiedykolwiek marzył.

Te słowa w żaden sposób nie są atakiem na mężczyzn. Tak samo męska energia ma swoje cienie i demony, jak i żeńska. Trzeba zrozumieć naturę jednej i drugiej energii, bo są kompatybilne i wzajemnie się uzupełniające.  Wyzwanie Ery Wodnika to spotkać się na środku, przywrócić balans i autentyczność jednym i drugim. To jest jedynie krótkie naświetlenie setek lat historii rodzin, w których skrzywdzeni dorośli wychowują kolejne pokolenia skrzywdzonych dzieci. Bezmyślnie powielają schematy i nie zatrzymują się na chwilę refleksji, że można by coś zmienić, udoskonalić, poszukać innych rozwiązań… Rodzin, w których zamiast bezpieczeństwa jest strach i niepewność. Gdzie dzieciom jednej płci się na coś pozwala, a te drugiej płci za to samo karze. Gdzie zamiast miłości, bliskości i zdrowych granic jest emocjonalny chłód i brak wiedzy o tym, jak budować relacje. Gdzie mężczyźni dźwigają presję oczekiwań bycia mężczyzną przez wielkie M, której nie chcą i która ich przerasta nasilając depresję i nałogi. Znacznie więcej mężczyzn popełnia samobóstwa, wcześniej umierają i częściej są sprawcami przestępstw wszelkiej maści. Bo nie idą po pomoc, gdy jej potrzebują, bo to „niemęskie”…

Rodziny, gdzie kobiety zrezygnowały z radosnej, witalnej, niezależnej kobiecości, wpadając w pułapkę współzależności, męczennictwa i przemocy seksualnej/emocjonalnej/fizycznej/finansowej, by przetrwać i spełnić społeczne oczekiwania. Kobiety same dla siebie stały się wrogami, bo uwierzyły, że dbając o siebie z miłością, troszcząc się o swój własny dobrostan i rozwój stają się bezdusznymi egoistkami. Jako, że odebrano im na setki lat swobodę decydowania o swoim rozwoju, seksualności i wolności, wpadły w pułapkę agresji w stosunku do innych kobiet, żeby czuć jakiekolwiek ugruntowanie w świecie, mieć poczucie kontroli nad czymkolwiek. Porównywanie, ocenianie, kompleksy, emocjonalne manipulowanie, granie z pozycji ofiary, uległość i bezradność, żeby coś ugrać… Mężczyźni za to muszą po ponad 2000 lat od nowa uczyć się najprostszych rzeczy, takich jak otwarte serce, dystans do samego siebie, pozwalanie sobie na płacz i okazywanie emocji oraz zaprzestanie usilnej potrzeby „potwierdzania/udowadniania swojej wartości” rzeczami bez większego znaczenia, które karmią co najwyżej jego ego, ale na pewno nie serce. Jakie to niech sobie każdy sam dopowie.

Patriarchat to rzesze nieszczęśliwych rodzin, gdzie jest alkoholizm, na który społeczność daje przyzwolenie, bo „mężczyzna musi się napić”, „mężczyzna nie może okazywać słabości”, „mężczyzna musi być twardy.” Nie musi. Ma być prawdziwy i dobrze czuć się samemu ze sobą. Może przepracować swoje problemy bez alkoholu, za to z pełnym wsparciem bliskich mu osób lub z pomocą psychologa. Jest silny, bo zna i akceptuje swoje słabości a nie dlatego, że ich nie ma lub nie okazuje. I ma do tego pełne prawo. Ma prawo przeżywać emocje, potrzebować otuchy i ciepła, ma prawo czasami być słaby. Ma prawo być wrażliwy i prosić o pomoc. Ale żeby to wszystko mogło nastąpić, musi wziąć odpowiedzialność za wszystkie te bzdury, które mu wpojono i zaakceptować siebie w pełnym zrozumieniu toksycznych wzorców męskości poprzednich pokoleń. Zrozumieć, zaakceptować i puścić w cholerę. Także te zaprogramowane mu przez najbliższych mężczyzn: ojca, dziadka, wujów, nauczycieli. Mężczyzn niedostępnych, poblokowanych, straumatyzowanych wojennymi losami przodków i szukających ujścia swoich frustracji w nałogach, agresji, żądzy władzy nad innymi i wypaczonym, płytkim seksie. Tamci nie umieli inaczej. Ty możesz za to od dzisiaj pisać już nowe wzorce miłości i odkryć to, co masz w sobie od zawsze. Boskiego Mężczyznę. Świadomą męskość pełną miłości i energii do budowania nowego, lepszego, bezpiecznego świata, w którym Twoja siła chroni słabszych i pomaga im wzrastać a nie skazuje ich na cierpienie, ból i upokorzenie. To nie oznacza, że nagle staniesz się ideałem bez wad i spotkasz równie idealną, perfekcyjną kobietę bez żadnej skazy. Nie ma takich ludzi, ale puścisz nareszcie ciężar oczekiwań względem samego siebie i wobec kobiet też, że którekolwiek z Was idealne być powinno.

Ja dźwigałam przez większość życia traumę Dorosłego Dziecka Alkoholika. Alkoholika, który całe życie żyje w przeszłości i dźwiga ciężar dawnych wydarzeń, z którymi nie może się pogodzić. Porażek, które bolały go tak bardzo, że przeżyty stres wpłynął na rozwój choroby psychicznej i alkoholowej, która zdeterminowała jego życie i zabrała mu stopniowo rodzinę oraz samego siebie. Odpowiedzialność jaka na niego spadła przerosła go i nikt z bliskiego otoczenia nie miał wiedzy ani zasobów, żeby mu pomóc stanąć na nogi. Uciekł w alkohol, bo to było najprostsze rozwiązanie w wiejskim świecie. I dostał na to ciche społeczne przyzwolenie zamiast emocjonalnego wsparcia i prawa przeżycia swojej straty w taki sposób, żeby mógł sobie z tym poradzić. Pamiętam jak moja świętej pamięci Babcia wkładała mojemu tacie do poduszki święty obrazek, żeby nie pił… Obrazek, zamiast kartki z numerem telefonu po profesjonalną pomoc. A moja Mama wyciągała go z przymusowego leczenia w ośrodku przedwcześnie, bo nie była w stanie sama sobie poradzić z utrzymaniem domu… Niekończąca się spirala katastrofy.

Znam tę historię jedynie z opowieści i z mojej perspektywy nie wydarzyło się nic, co mogłoby tak silnie wpłynąć na psychikę człowieka, gdyby miał odpowiednie wsparcie i dostęp do pomocy. Jednak gdy osadzę historię mojego taty w latach 90. XX wieku i pomyślę o wiejskiej mentalności, starodawnych surowych i oziębłych  metodach wychowawczych, oczekiwaniach, presji narzuconej być może przez inne osoby, przekonaniach na temat tego, jak to trzeba sobie zawsze radzić i nie można zawieść, np. rodziców to mam dla mojego taty ogrom współczucia i staram się zrozumieć jego cierpienie. Przynajmniej tyle mogę dla niego zrobić.

Świadomie stawiam czoła różnym ciemnym i niekiedy toksycznym aspektom mnie, które rujnowały moje szanse na powodzenie w miłości i innych kluczowych obszarach życia, takich jak życie zawodowe. Bez męskiego pierwiastka w sobie nie ma uziemienia, poczucia bezpieczeństwa, nie ma efektywnego działania, realizowania celów czy dbałości o bezpieczeństwo materialne. Radziłam sobie, ale było to raczej utrzymywanie się na powierzchni tonącego niż pewne i świadome płynięcie przez głębiny. To co obserwowałam w dzieciństwie zapisało się na kartach mojej historii jako pasmo przykrych doświadczeń. Pił mój tata, pił mój dziadek. Czego doświadcza dziecko żyjące w rodzinie alkoholowej? Niepewności, braku bezpieczeństwa, strachu, odrzucenia, poczucia bycia niewidzialnym, bezsilności, ale przede wszystkim nieograniczonych pokładów wstydu, wynikających z tego, że jakkolwiek próbowałam zaprzeczyć sytuacji w moim domu, przykryć to co niewygodne swoim wzorowym zachowaniem i dobrymi ocenami to i tak miałam z tyłu głowy świadomość, że moje otoczenie zna prawdę. Nauczyłam się całkiem dobrze odgrywać teatrzyk i poniekąd wykreowałam w swojej głowie świat lepszy niż prawdziwy. Uciekałam do własnego świata, umiałam się wyłączyć i chyba to sprawiło, że mam stosunkowo mało wspomnień z dzieciństwa. Ale wspomnień z tatą nie mam wcale. Nie pamiętam go zdrowego i normalnego. Jego choroby zaczęły się tak wcześnie, że nie zdążyłam doświadczyć go jako prawdziwego taty. A rolą ojca jest zbudować w córce poczucie bycia ważną, widzianą i akceptowaną w swej kobiecości.  

To straszne przekonanie, że on jako mężczyzna determinuje moją wartość kładło się cieniem na tym, że wpadałam w pułapkę współzależności emocjonalnej i ambiwalentnie przywiązywałam się do mężczyzn. Czułam się niewidzialna, jakby mnie w tych relacjach nie było i nie mogłabym być po prostu sobą. Zew duszy wygrywał, bo moja dusza w swej energetycznej naturze jest wolna i zawsze wbijała mi od środka szpileczki i dawała intuicyjne przekazy co jest nie w porządku, ale mój umysł to wypierał lub zagłuszał. Teraz rozumiem, że przez większą część życia bardziej poszukiwałam substytutu ojca niż partnera. Chciałam, by dał mi coś czego sama nie umiałam sobie dać. Miłość i akceptację. Teraz mogę dać to sobie sama i mogę puścić w cholerę te wzorce kobiet, które mi się nie podobają.

Kiedyś przyznałam sama przed sobą, że nie umiem mieć ojca. Nie wiem jak to jest, nie wiem co się wtedy czuje, gdy się go ma i można na niego liczyć. Gdy po latach on próbuje coś zrobić dla naszej relacji, dla mnie to jest tak dziwne i obce, że nie umiem się na to otworzyć. Wiem, że muszę to jeszcze przepracować. Akceptacja tego, że on się już nie zmieni była dla mnie pewnym krokiem milowym i pomogła mi w tym zdecydowanie duchowość. Wielu powie, że to głupie, ale wiedza o tym, że moja dusza wybrała sobie takich, a nie innych rodziców, jako wyzwanie dla siebie w tym wcieleniu, jest na swój sposób podbudowująca. Tego miałam doświadczyć, by móc stać się tym, kim jestem. Los mnie nie ukarał, dał mi po prostu takie wyzwanie. On jako dusza wybrał dla siebie takie lekcje i chciał doświadczyć tego, czego doświadcza. Ma wolną wolę i prawo, by podjąć decyzję o zmianie, ale nie robi tego. Woli pozostawać w pozycji ofiary, ale ja nie mam w sobie już potrzeby, by kogokolwiek ratować przed samym sobą, jeżeli ja sama doznaję w tej sytuacji uszczerbku. Nie jestem osobą współuzależnioną. Jestem zaradna i samodzielna, rozwijam się na wielu płaszczyznach i wiele rzeczy robię po prostu dla siebie, dla przyjemności. Chronię samą siebie i nie wkładam zbyt wiele energii tam, gdzie grunt jest niepodatny i nie przemawiają do niego żadne argumenty. Kiedyś go nienawidziłam i obwiniałam za wszystko, dzisiaj staram się po prostu akceptować, ale chciałabym kiedyś poznać go prawdziwego, móc powiedzieć, że go kocham i poczuć, że on kocha mnie. Uzdrawiam swoje wewnętrzne dziecko, otwieram swoje serce i wiem, że mogę napisać dla siebie zupełnie inne scenariusze życia. Ta przeszłość już nie jest dla mnie ciężarem, bo mogę żyć jak chcę. Być może największą karmiczną lekcją dla mojej duszy jest wybaczenie mojemu tacie i pokochanie go takim jakim jest mimo wszystko. Bo on sam w głębi duszy na pewno nigdy nie chciał dla mnie krzywdy i tego w jaki sposób potoczyła się historia naszej rodziny. Dźwiga ciężar straty większy niż przeciętny człowiek byłby w stanie unieść na swoich barkach. 

Wiem, jak trudna i krzywdząca jest dla wielu kobiet świadomość braku pozytywnego męskiego wzorca. Niekiedy wpada się z deszczu pod rynnę i z pułapki w pułapkę. W tej pierwotnej relacji z mężczyzną kształtujemy swoje postawy wobec mężczyzn w przyszłych relacjach romantycznych. I z braku ojca otwiera się cały arsenał toksycznych wzorców kobiecości, które w dorosłym życiu różnie radzą sobie w życiu. I wnoszą tę toksyczność w swoje rodziny podobnie jak mężczyźni. Kobiety również mają wiele do przepracowania ze śmietnika pokoleniowego. Musimy odzyskać nasze poczucie własnej wartości, niezależność, prawo do stanowienia o sobie i poczucie wspólnotowości, w której nasza żeńska energia rozkwita w synergii. Naszą miłość do samej siebie i przyjemność z doświadczania cielesności i seksualności, które zostały zdegenerowane przez patriarchat, obłudny Kościół i polityków  wciskających nas w ciasne i uwłaczające ramy religii i jakichś ustaw, jakbyśmy były istotami podrzędnymi. Żebyśmy odzyskały moc kreacji i pozytywną energię do działania bez potrzeby udawania kogoś innego.

Pragniemy zaufać mężczyznom w pełni i bez lęku, że zostaniemy wykorzystane i zranione. Ale czy panowie chcą zaufać nam i otworzyć się na zmianę? Wyjść poza swoje ego i dać sobie szansę na nowy początek i nowe karty historii? Jestem pewna, że kropla drąży skałę i stopniowo poczują tę zniewalająca i podniecającą jakość oraz świeżość kobiecości Ery Wodnika, za którą będą pragnęli podążać do wnętrza swego serca. Wszechświat wielu z nich wziął już w obroty, bo tak wybrały ich dusze i wymówki się skończyły. Są wśród nas męskie dusze, które przechodzą transformację, by poprowadzić innych mężczyzn ku nowym strategiom działania opartym na braterskiej współpracy i otwartości na emocjonalny i duchowy aspekt swej natury. Poczują gdzieś tam w głębi siebie, że najwyższa pora wprowadzić w życie nowe sposoby postępowania, bo stare absolutnie się już nie sprawdzają i nikomu nie służą. A nic nie zniewala bardziej niż mężczyzna pewny siebie i świadomy własnej wartości, który ma klarowność celu i wie czego chce od życia. Chce się uczyć i doświadczać honorując kobietę swego serca jako źródło inspiracji i pozytywnej energii a nie jeża kolczastego przed którym musi się bronić i uciekać w mury obronne swojego ego. Ma serce pełne miłości dla swej wybranki a ona może poczuć się błogo i bezpiecznie w polu jego wibracji, dając mu tym samym przestrzeń dla jego celów, marzeń i „męskich spraw.” Do mnie bardzo przemawiają i inspirują mnie zasady Tantry, jako sztuki kochania i świadomie chcę kreować przestrzeń pod możliwość doświadczania miłości w takim wydaniu –> TUTAJ CIEKAWY OPIS PODSTAWOWYCH ZAŁOŻEŃ I TUTAJ TEŻ 

Po co to wszystko? Po co interesować się i angażować w duchowy rozwój? Ja to robię dla siebie, bo jednym z moich marzeń jest własna, kochająca się rodzina. Ukochany mąż i przynajmniej jedno, ale nie więcej niż dwoje dzieci. 😉 Nie wiem kiedy to nastąpi, ale wierzę, że w najlepszym do tego miejscu i czasie z osobą, z którą połączy mnie piękna i partnerska miłość, bo oboje będziemy na to gotowi, by taką relację zbudować. Wiem, że ten scenariusz już istnieje w kwantowej przestrzeni a ja jestem na bardzo dobrej drodze, żeby się zrealizował. Robię to dla nich i dla moich wnuków. Prawnuków i praprawnuków… Przerywam sztafetę kiepskich wzorców i zaczynam zapisywać nowe matryce miłości. Moim dzieciom chcę dać mamę szczęśliwą i niezależną finansowo, która nie musi się zaharowywać i poświęcać, zapominając o sobie. Pracuje tak jak lubi i kiedy chce, mając przy tym dość swobody, czasu i energii do wspólnych chwil. Dba o swoje własne szczęście i dzięki temu wie, jak dbać o innych. Daje dobry przykład, ale też przestrzeń pod to, by wybrali sami kim chcą być i jak kształtować swoje życie. Dla tego mojego wymarzonego męża chcę być partnerką, przy której będzie czuł się kochany, szanowany, akceptowany i wolny. Marzę, byśmy do grobowej deski doświadczali wspólnie wszelkich uciech i piękna życia na tym łez padole, dobrze się przy tym bawiąc i stojąc za sobą murem jak para najlepszych przyjaciół i najbliższych sobie dusz. Taką wizualizację mam w swojej tablicy marzeń. Wszechświat ma go w swej opiece. 😉

A z okazji Dnia Ojca życzę każdemu mężczyźnie, niezależnie od tego czy ojcem jest, czy jeszcze nie jest, by uhonorował w sobie archetyp ojca oraz matki i przyjął ich do serca takimi jakimi są. Nie ma znaczenia jakie wzorce otrzymał od rodziców, takie widocznie z duchowego punktu widzenia miały mu przypaść w udziale. To jest lekcja do przepracowania i ma w pełni wolną wolę, by podjąć wewnętrzną decyzję o tym, by zacząć zapisywać nowe matryce miłości, jako mężczyzna wolny i świadomy swej boskiej, duchowej mocy, który zasługuje na to, czego pragnie. Wybrać dla siebie inną drogę i odmienne scenariusze w zgodzie z jego sercem. Może wybrać, której ery mężczyzną chce być i całkiem racjonalnie oszacować, który wariant bardziej mu się opłaca i który go uszczęśliwi. Wyświetlają mi się od czasu do czasu propozycje dla panów typu „Męski krąg serca” czy „Mężczyźni Ery Wodnika” – gdzie, uwaga, panowie rozmawiają ze sobą o emocjach i uczuciach pod okiem, np. doświadczonego terapeuty!;) Róbcie tego więcej i przebudzajcie się, bo czekamy na Was, by wspólnie doświadczać piękna życia na tym szczęścia(!) padole! 😉 <3

Kiedyś lubiłam zabawne określenie „padół łez”, no bo śmiesznie brzmi i jest takie lekko dramatyczno-romantyczne, ale w istocie to takie gadanie jest trochę jak samospełniająca się przepowiednia. Kreujesz rzeczywistość taką w jaką wierzysz, więc świadomie zamieniam „padół łez” na „padół szczęścia.” 😉

Dodaj komentarz